„Przepraszam, bo ja pierwszy raz...” to debiut literacki Pawła Piliszko, ale za to jaki!
Autor opisuje czas spędzony w sanatorium, pokazując, że każdy z nas może znaleźć się w podobnym miejscu pełnym niespodzianek i niepewności.
Wchodzimy razem z nim do budynku sanatorium i spędzamy 287 stron w różnych stanach emocjonalnych, począwszy od zadziwienia i zaskoczenia, poprzez niemały szok, aż do wdzięczności. Opowieść stylistycznie wciągająca, pędząca jak lokomotywa z czytelnym językiem, ukazującym w krzywym zwierciadle ludzkie słabości, gdzie choroby stają się tłem dla historii. Wszystko to opakowane w porównania, sprytnie zatytułowane rozdziały oraz genialne nazwy własne („sweterkowi wyrywacze"), które zapadają w pamięć.
Rewelacyjne poczucie humoru autora pozwoli na prawdziwą odskocznię od tego, co dookoła. Pokochasz poczucie humoru autora. Pokochasz to, w jak lekki i humorystyczny sposób opisuje swoje przeżycia.
W "Przepraszam...bo ja pierwszy raz" jest cała, nasza polska rzeczywistość, którą tylko my, mieszkańcy tego kraju dobrze zrozumiemy i śmiać się możemy, ile dusza zapragnie, niczym na kultowych komediach Stanisława Barei.
Autor ma gawędziarski styl, w którym nie brakuje młodzieżowych wstawek czy neologizmów. Czyta się to lekko i bardzo przystępnie, jakby się oglądało kabaret lub słuchało przesympatyczną opowiastkę znajomego przy kubku herbaty.
Terapia śmiechem, polecana każdemu i dostępna bez recepty. Działania uboczne: czytanie grozi załzawionymi oczami, usmarkanym nosem i bolącymi od śmiechu mięśniami brzucha.